Tydzie艅. Mia艂am tydzie艅 wolnego od Internetu i bliskiego mi otoczenia. A dok艂adnie to pi臋膰 dni.
Tak jak pisa艂am w ostatnim po艣cie, mia艂am zaplanowany wyjazd, mo偶e s艂owo "zaplanowany" nie pasuje tu w stu procentach, bo nie mia艂am jecha膰, ale 偶ycie po raz kolejny pokaza艂o mi, 偶e los rz膮dzi swoimi zasadami.
Chc膮c nie chc膮c wyjecha艂am.
8 d艂ugich godzin w trasie. Najpierw auto, p贸藕niej poci膮g. Nie tak dawno pisa艂am, 偶e po raz pierwszu mia艂am okazje jecha膰 poci膮giem - Zostawiam link - a tu zn贸w korzystam z tego 艣rodka transportu.
Podr贸偶 by艂a bardzo wyczerpuj膮ca, ale przynajmniej mia艂am czas przeczyta膰 ksi膮偶k臋, kt贸ra specjalnie na ten wyjazd zakupi艂am - "wiecz贸r filmowy" - pojawi si臋 recenzja.
Gdy w ko艅cu dojecha艂am do celu by艂am wdzi臋czna, 偶e to ju偶 koniec, jednak偶e z ty艂u g艂owy nadal pr贸bowa艂a przebi膰 si臋 natarczywa my艣l o tym, 偶e powr贸t b臋dzie taki sam, jak nie gorszy. M贸wi si臋, 偶e do domu wraca si臋 szybciej, ale mnie to nigdy nie spotyka. Dlaczego, opowiem wam p贸藕niej.
Wychodz臋 z poci膮gu, trzymaj膮c w r臋ku ci臋偶k膮 walizk臋. Moje stopy dotykaj膮 ziemi, a oczom ukazuje si臋 widok, widok zapieraj膮cy dech w piersiach. Lubi臋 g贸ry, bardziej ni偶 morze chyba, cho膰 nigdy stu procentowo nie umiem si臋 okre艣li膰 co do tej kwestii.
Napawam si臋 widokiem, ale nie d艂ugo, bo ju偶 za chwil臋 musz臋 i艣膰 do mieszkania.
Na szcz臋艣cie jest to tylko p贸艂 kilometra dalej. K贸艂ka walizki stukaj膮 z艂owrogo o nier贸wny chodnik. Wszyscy si臋 艣miali, 偶e w g贸ry z walizk膮, ale w ostatni dzie艅 nios膮c swoje ci臋偶kie plecaki na barkach, w chwili gdy ja ze spokojem swoj膮 torb臋 ciagne艂am, zazdro艣ci mi.
10 minut p贸藕niej jestem na miejscu. Mieszkanie otwarte, klucz w drzwiach, mo偶na si臋 rozpakowa膰. Stwierdzam, 偶e nie ma sensu wyci膮ga膰 rzeczy z walizki i pozostawiam miejsce w szafie dla reszty moich wsp贸艂podr贸偶nik贸w.
Zak艂adam 艣wie偶e po艣ciele, robi臋 艂贸偶ko, 偶eby czu膰 si臋 bardziej jak w domu i id臋 do kuchni. Omiatam wzrokiem reszt臋 pomieszcze艅 i wiem, 偶e czas na zakupy.
Ubieram si臋 i id臋 niewiadomo gdzie.
Kieruj臋 si臋 na zach贸d, z my艣l膮 o centrum, ale okazuje si臋, 偶e m贸j punkt docelowy jest na wsch贸d.
Niewa偶ne jednak. Korzystam z tego, 偶e ju偶 trafi艂am w to miejsce i id臋 do muzeum.
Akurat w ten dzie艅 wst臋p jest za darmo, wi臋c to chyba nagroda za trud pokonanej drogi. Nast臋pnie z muzeum p艂ynie przechodz臋 do ogrodu ducha. Obchodz臋 ma艂y park i wszystko uwieczniam na zdj臋ciach. A no tak, nie wspomnia艂am, 偶e zabra艂am aparat! Na nowo nabra艂am ch臋ci do bycia fotografem, a drugi pow贸d jest taki, 偶e sama go naprawi艂am po wielu trudach i pora偶kach.
Park obejrzany, wi臋c id臋 dalej. Nie powiem, gdzie dok艂adnie, bo sama nie wiem. Nic konkretnego nie zwiedza艂am, po prostu to co mia艂am po drodze do mieszkania.
Robi臋 zdj臋cia i znowu czuj臋 si臋 z tym dobrze, niczym ryba w wodzie. Tak bardzo brakowa艂o mi tego uczucia, dzi臋ki, 偶e do mnie powr贸ci艂o!
Do mieszkania dochodz臋 tak zmarnowana, 偶e od razu id臋 pod prysznic, a potem wskakuje w pi偶ame i rezygnuje z wyj艣cia po zakupy. Dwie godziny p贸藕niej - droga do biedronki - dostaj臋 telefon, 偶e musz臋 przyj艣膰 pom贸c bo nie daj膮 ju偶 rady. 艢ci膮gam r臋cznik z g艂owy, ubieram bluz臋, g贸rskie buty i biegn臋 na ratunek. Z odali widz臋 dwie zmarnowane os贸bki. Jedna z plecakiem na plecach i z dwoma siatkami, na ka偶d膮 r臋k臋 pe艂nymi zakup贸w, druga za艣 trzymaj膮ca pizz臋 gigantycznych rozmiar贸w - nie 偶artuj臋. Bior臋 pakunki od jednej i kieruje si臋 w stron臋 mieszkania. Odk艂adam zakupy i id臋 do salonu na wielk膮 uczt臋.
Po takim ci臋偶kim dniu, pizza znika w mgnieniu oka.
Dzie艅 drugi.
Budzi mnie jasno艣膰 wbijaj膮ca si臋 do mojego pokoju przez rolety. Jest strasznie duszno, cho膰 pociesza mnie fakt, 偶e u mnie w mie艣cie, w moim pokoju jest jeszcze gorzej.
Si臋gam po telefon i sprawdzam ostatnie wiadomo艣ci od ch艂opaka. Pisze kr贸tkiego SMS'a i kieruj臋 si臋 do 艂azienki odby膰 porann膮 rutyn臋. Od艣wie偶ona czuj臋 si臋 o stokro膰 lepiej. Ubieram g贸rskie buty, przez rami臋 przewieszam aparat i id臋 w w臋dr贸wk臋 po zakupy na 艣niadanie. Oko艂o godzin臋 p贸藕niej jestem ju偶 z powrotem. Gor膮czka za oknem straszna, wi臋c pior臋 ubrania z dzi艣, a ubieram inne. 艢niadanie jest ju偶 zrobione, wi臋c zasiadam do sto艂u i delektuke si臋 posi艂kiem. Tego dnia temperatura si臋ga 33°C wi臋c postanawiamy wyj艣膰 dopiero po obiedzie.
Zbli偶a si臋 godzina 15, wi臋c znowu wybieramy si臋 w w臋dr贸wk臋 - tym razem w stron臋 centrum. Mijamy r贸偶nego rodzaju atrakcje, z kt贸rych korzysta Simon dnia nast臋pnego. Kierujemy si臋 w stron臋 pewnej restauracji, zamawiamy napoje i s膮czymy zimne, orze藕wiaj膮ce cole.
Przyjemnie jest tak siedzie膰 i utkwi膰 wzrok w pi臋kne widoki. Taras restauracji znajduje si臋 na wprost g贸r.
Silny wiatr wprawia w ruch parasole.
Reszt臋 dnia sp臋dzamy na zwiedzaniu dalszej okolicy.
Pi膮tek po艣wi臋cili艣my na typowe g贸ry. Wybrali艣my si臋 na szczyt - szczyt w艂asnych mo偶liwo艣ci.
Zobaczy艂am wodospad, skaleczy艂am noge i prawie skr臋ci艂am kostk臋, ale da艂am rad臋. Ca艂y czas, bez przerwy nie zdejmowa艂am aparatu. Towarzyszy艂 mi nawet w drodze do sklepu i tak b臋d膮c w Netto kasjer zapyta艂 co fotografuje takim dobrym sprz臋tem. Wymienili艣my kilka s艂贸w i dalej bawi艂am si臋 w fotografa. Jednak偶e wracaj膮c do tematu wodospadu, znajdowa艂a si臋 na tym poziomie karczma. Troch臋 przera偶a艂a mnie wystrojem - wszedzie wisa艂y sk贸ry i g艂owy zwierz膮t, ale trzeba im przyzna膰, 偶e jedzenie mieli pyszne. Na koniec jednak wyszli艣my na zewn膮trz, na 艂awki kt贸re skierowane by艂y na szczyt g贸ry. W drodze powrotnej by艂o du偶o smiechu, ale nie oby艂o si臋 bez upadk贸w - tym razem nie moich. W nagrod臋 za trud pokonany spacerem, poszli艣my na kolacj臋 do restauracji, zamawiaj膮c tak膮 sam膮 gigantyczn膮 pizz臋 jak pierwszego dnia.
Przedostatni dzie艅 min膮艂 bardzo szybko.
Dwa razy wychodzili艣my w teren, po kilka godzin. Odwiedzi艂 nas krewny z kt贸rym sp臋dzili艣my czas. Byli艣my na pysznym obiedzie i tym razem wyszli艣my wieczorem..
To miasto w weekend, po 20 od偶ywa na nowo i nie mam poj臋cia jak to robi, bo przecie偶 w og贸le nie zasypia.
By艂o ciekawie, zw艂aszcza gdy trafili艣my na pla偶臋, na kt贸rej odbywa艂a si臋 impreza.
I przechodz臋 ju偶 dp ostatniego dnia. Niedziela. Poci膮g o 13.20. Godzina 10.00 nast臋puje wymeldowanie. Idziemy na dworzec PKP. Czekamy trzy i p贸艂 godziny. Poci膮g si臋 sp贸藕nia. Godzina 13.40 idziemy zapyta膰 co jest nie tak. Okazuje si臋, 偶e poci膮g ten nie kursuje, nast臋pny jest za dwie godziny. Wyobra藕cie sobie teraz mnie.
Wkurzon膮, zm臋czona i st臋sknion膮.
To w艂a艣nie dlatego powr贸t by艂 z艂y, gorszy ni偶 przyjazd, ale to nie koniec.
Wsiadamy do poci膮gu. Wybieramy sobie miejsca i jedziemy. Kontrola bilet贸w i kanar m贸wi: "klimatyzacja zdech艂a, ale tylko w tym wagonie."
No nieee, znowu pech.
Ludzie ratuj膮 si臋 tym, 偶e otwieraj膮 okna i lekki wietrzyk och艂adza nasze cia艂a. P贸藕niej pi臋kny zapach wkrada si臋 do wagonu. Zapach deszczu.
Nagle rodzinka typowych Januszy zamyka wszystkie okna, bo im ma g艂ow臋 pada. Tak dla jasno艣ci okno by艂o dwa miejsca dalej i nie dolatywa艂o nic do siedze艅 bezpo艣rednio przy oknie. W poci膮gu zn贸w panuje duchota.
Jedyne okno otwarte to te po mojej stronie i nie zamierzamy go zamkn膮膰. Janusze krzywo patrz膮 i 偶eby by艂o bardziej 偶a艂o艣nie to wyobra藕cie sobie, jak typowa Karyna 艣ci膮ga buty i k艂adzie bose stopy na fotelu, naprzeciwko, a Janusz masuje j膮. Ohyda!
P贸藕niej robi膮 ha艂as o otwarte okna, ale nie odpuszczamy, a inni - znajduj膮cy si臋 przed oknami - otwieraj膮 ich wi臋cej.
Przez 4h musz臋 ogl膮da膰 jej stopy masuj膮ce przez jej m臋偶a.
Czy偶 to nie jest tragiczna podr贸偶?
Jak wam podobaj膮 si臋 moje zdj臋cia?
Ja osobi艣cie je uwielbiam!
A wy gdzie sp臋dzacie wakacje?
Mi艂ego dnia xoxo.
Zach臋cam do obserwacji i komentowania ☺️
Prosz臋 nie kopiowa膰 moich zdj臋膰 i publikowa膰 ich bez mojej zgody.
Tak jak pisa艂am w ostatnim po艣cie, mia艂am zaplanowany wyjazd, mo偶e s艂owo "zaplanowany" nie pasuje tu w stu procentach, bo nie mia艂am jecha膰, ale 偶ycie po raz kolejny pokaza艂o mi, 偶e los rz膮dzi swoimi zasadami.
Chc膮c nie chc膮c wyjecha艂am.
8 d艂ugich godzin w trasie. Najpierw auto, p贸藕niej poci膮g. Nie tak dawno pisa艂am, 偶e po raz pierwszu mia艂am okazje jecha膰 poci膮giem - Zostawiam link - a tu zn贸w korzystam z tego 艣rodka transportu.
Podr贸偶 by艂a bardzo wyczerpuj膮ca, ale przynajmniej mia艂am czas przeczyta膰 ksi膮偶k臋, kt贸ra specjalnie na ten wyjazd zakupi艂am - "wiecz贸r filmowy" - pojawi si臋 recenzja.
Gdy w ko艅cu dojecha艂am do celu by艂am wdzi臋czna, 偶e to ju偶 koniec, jednak偶e z ty艂u g艂owy nadal pr贸bowa艂a przebi膰 si臋 natarczywa my艣l o tym, 偶e powr贸t b臋dzie taki sam, jak nie gorszy. M贸wi si臋, 偶e do domu wraca si臋 szybciej, ale mnie to nigdy nie spotyka. Dlaczego, opowiem wam p贸藕niej.
Wychodz臋 z poci膮gu, trzymaj膮c w r臋ku ci臋偶k膮 walizk臋. Moje stopy dotykaj膮 ziemi, a oczom ukazuje si臋 widok, widok zapieraj膮cy dech w piersiach. Lubi臋 g贸ry, bardziej ni偶 morze chyba, cho膰 nigdy stu procentowo nie umiem si臋 okre艣li膰 co do tej kwestii.
Napawam si臋 widokiem, ale nie d艂ugo, bo ju偶 za chwil臋 musz臋 i艣膰 do mieszkania.
Na szcz臋艣cie jest to tylko p贸艂 kilometra dalej. K贸艂ka walizki stukaj膮 z艂owrogo o nier贸wny chodnik. Wszyscy si臋 艣miali, 偶e w g贸ry z walizk膮, ale w ostatni dzie艅 nios膮c swoje ci臋偶kie plecaki na barkach, w chwili gdy ja ze spokojem swoj膮 torb臋 ciagne艂am, zazdro艣ci mi.
10 minut p贸藕niej jestem na miejscu. Mieszkanie otwarte, klucz w drzwiach, mo偶na si臋 rozpakowa膰. Stwierdzam, 偶e nie ma sensu wyci膮ga膰 rzeczy z walizki i pozostawiam miejsce w szafie dla reszty moich wsp贸艂podr贸偶nik贸w.
Zak艂adam 艣wie偶e po艣ciele, robi臋 艂贸偶ko, 偶eby czu膰 si臋 bardziej jak w domu i id臋 do kuchni. Omiatam wzrokiem reszt臋 pomieszcze艅 i wiem, 偶e czas na zakupy.
Ubieram si臋 i id臋 niewiadomo gdzie.
Kieruj臋 si臋 na zach贸d, z my艣l膮 o centrum, ale okazuje si臋, 偶e m贸j punkt docelowy jest na wsch贸d.
Niewa偶ne jednak. Korzystam z tego, 偶e ju偶 trafi艂am w to miejsce i id臋 do muzeum.
Akurat w ten dzie艅 wst臋p jest za darmo, wi臋c to chyba nagroda za trud pokonanej drogi. Nast臋pnie z muzeum p艂ynie przechodz臋 do ogrodu ducha. Obchodz臋 ma艂y park i wszystko uwieczniam na zdj臋ciach. A no tak, nie wspomnia艂am, 偶e zabra艂am aparat! Na nowo nabra艂am ch臋ci do bycia fotografem, a drugi pow贸d jest taki, 偶e sama go naprawi艂am po wielu trudach i pora偶kach.
Park obejrzany, wi臋c id臋 dalej. Nie powiem, gdzie dok艂adnie, bo sama nie wiem. Nic konkretnego nie zwiedza艂am, po prostu to co mia艂am po drodze do mieszkania.
Robi臋 zdj臋cia i znowu czuj臋 si臋 z tym dobrze, niczym ryba w wodzie. Tak bardzo brakowa艂o mi tego uczucia, dzi臋ki, 偶e do mnie powr贸ci艂o!
Do mieszkania dochodz臋 tak zmarnowana, 偶e od razu id臋 pod prysznic, a potem wskakuje w pi偶ame i rezygnuje z wyj艣cia po zakupy. Dwie godziny p贸藕niej - droga do biedronki - dostaj臋 telefon, 偶e musz臋 przyj艣膰 pom贸c bo nie daj膮 ju偶 rady. 艢ci膮gam r臋cznik z g艂owy, ubieram bluz臋, g贸rskie buty i biegn臋 na ratunek. Z odali widz臋 dwie zmarnowane os贸bki. Jedna z plecakiem na plecach i z dwoma siatkami, na ka偶d膮 r臋k臋 pe艂nymi zakup贸w, druga za艣 trzymaj膮ca pizz臋 gigantycznych rozmiar贸w - nie 偶artuj臋. Bior臋 pakunki od jednej i kieruje si臋 w stron臋 mieszkania. Odk艂adam zakupy i id臋 do salonu na wielk膮 uczt臋.
Po takim ci臋偶kim dniu, pizza znika w mgnieniu oka.
Dzie艅 drugi.
Budzi mnie jasno艣膰 wbijaj膮ca si臋 do mojego pokoju przez rolety. Jest strasznie duszno, cho膰 pociesza mnie fakt, 偶e u mnie w mie艣cie, w moim pokoju jest jeszcze gorzej.
Si臋gam po telefon i sprawdzam ostatnie wiadomo艣ci od ch艂opaka. Pisze kr贸tkiego SMS'a i kieruj臋 si臋 do 艂azienki odby膰 porann膮 rutyn臋. Od艣wie偶ona czuj臋 si臋 o stokro膰 lepiej. Ubieram g贸rskie buty, przez rami臋 przewieszam aparat i id臋 w w臋dr贸wk臋 po zakupy na 艣niadanie. Oko艂o godzin臋 p贸藕niej jestem ju偶 z powrotem. Gor膮czka za oknem straszna, wi臋c pior臋 ubrania z dzi艣, a ubieram inne. 艢niadanie jest ju偶 zrobione, wi臋c zasiadam do sto艂u i delektuke si臋 posi艂kiem. Tego dnia temperatura si臋ga 33°C wi臋c postanawiamy wyj艣膰 dopiero po obiedzie.
Zbli偶a si臋 godzina 15, wi臋c znowu wybieramy si臋 w w臋dr贸wk臋 - tym razem w stron臋 centrum. Mijamy r贸偶nego rodzaju atrakcje, z kt贸rych korzysta Simon dnia nast臋pnego. Kierujemy si臋 w stron臋 pewnej restauracji, zamawiamy napoje i s膮czymy zimne, orze藕wiaj膮ce cole.
Przyjemnie jest tak siedzie膰 i utkwi膰 wzrok w pi臋kne widoki. Taras restauracji znajduje si臋 na wprost g贸r.
Silny wiatr wprawia w ruch parasole.
Reszt臋 dnia sp臋dzamy na zwiedzaniu dalszej okolicy.
Pi膮tek po艣wi臋cili艣my na typowe g贸ry. Wybrali艣my si臋 na szczyt - szczyt w艂asnych mo偶liwo艣ci.
Zobaczy艂am wodospad, skaleczy艂am noge i prawie skr臋ci艂am kostk臋, ale da艂am rad臋. Ca艂y czas, bez przerwy nie zdejmowa艂am aparatu. Towarzyszy艂 mi nawet w drodze do sklepu i tak b臋d膮c w Netto kasjer zapyta艂 co fotografuje takim dobrym sprz臋tem. Wymienili艣my kilka s艂贸w i dalej bawi艂am si臋 w fotografa. Jednak偶e wracaj膮c do tematu wodospadu, znajdowa艂a si臋 na tym poziomie karczma. Troch臋 przera偶a艂a mnie wystrojem - wszedzie wisa艂y sk贸ry i g艂owy zwierz膮t, ale trzeba im przyzna膰, 偶e jedzenie mieli pyszne. Na koniec jednak wyszli艣my na zewn膮trz, na 艂awki kt贸re skierowane by艂y na szczyt g贸ry. W drodze powrotnej by艂o du偶o smiechu, ale nie oby艂o si臋 bez upadk贸w - tym razem nie moich. W nagrod臋 za trud pokonany spacerem, poszli艣my na kolacj臋 do restauracji, zamawiaj膮c tak膮 sam膮 gigantyczn膮 pizz臋 jak pierwszego dnia.
Przedostatni dzie艅 min膮艂 bardzo szybko.
Dwa razy wychodzili艣my w teren, po kilka godzin. Odwiedzi艂 nas krewny z kt贸rym sp臋dzili艣my czas. Byli艣my na pysznym obiedzie i tym razem wyszli艣my wieczorem..
To miasto w weekend, po 20 od偶ywa na nowo i nie mam poj臋cia jak to robi, bo przecie偶 w og贸le nie zasypia.
By艂o ciekawie, zw艂aszcza gdy trafili艣my na pla偶臋, na kt贸rej odbywa艂a si臋 impreza.
I przechodz臋 ju偶 dp ostatniego dnia. Niedziela. Poci膮g o 13.20. Godzina 10.00 nast臋puje wymeldowanie. Idziemy na dworzec PKP. Czekamy trzy i p贸艂 godziny. Poci膮g si臋 sp贸藕nia. Godzina 13.40 idziemy zapyta膰 co jest nie tak. Okazuje si臋, 偶e poci膮g ten nie kursuje, nast臋pny jest za dwie godziny. Wyobra藕cie sobie teraz mnie.
Wkurzon膮, zm臋czona i st臋sknion膮.
To w艂a艣nie dlatego powr贸t by艂 z艂y, gorszy ni偶 przyjazd, ale to nie koniec.
Wsiadamy do poci膮gu. Wybieramy sobie miejsca i jedziemy. Kontrola bilet贸w i kanar m贸wi: "klimatyzacja zdech艂a, ale tylko w tym wagonie."
No nieee, znowu pech.
Ludzie ratuj膮 si臋 tym, 偶e otwieraj膮 okna i lekki wietrzyk och艂adza nasze cia艂a. P贸藕niej pi臋kny zapach wkrada si臋 do wagonu. Zapach deszczu.
Nagle rodzinka typowych Januszy zamyka wszystkie okna, bo im ma g艂ow臋 pada. Tak dla jasno艣ci okno by艂o dwa miejsca dalej i nie dolatywa艂o nic do siedze艅 bezpo艣rednio przy oknie. W poci膮gu zn贸w panuje duchota.
Jedyne okno otwarte to te po mojej stronie i nie zamierzamy go zamkn膮膰. Janusze krzywo patrz膮 i 偶eby by艂o bardziej 偶a艂o艣nie to wyobra藕cie sobie, jak typowa Karyna 艣ci膮ga buty i k艂adzie bose stopy na fotelu, naprzeciwko, a Janusz masuje j膮. Ohyda!
P贸藕niej robi膮 ha艂as o otwarte okna, ale nie odpuszczamy, a inni - znajduj膮cy si臋 przed oknami - otwieraj膮 ich wi臋cej.
Przez 4h musz臋 ogl膮da膰 jej stopy masuj膮ce przez jej m臋偶a.
Czy偶 to nie jest tragiczna podr贸偶?
Jak wam podobaj膮 si臋 moje zdj臋cia?
Ja osobi艣cie je uwielbiam!
A wy gdzie sp臋dzacie wakacje?
Mi艂ego dnia xoxo.
Zach臋cam do obserwacji i komentowania ☺️
Prosz臋 nie kopiowa膰 moich zdj臋膰 i publikowa膰 ich bez mojej zgody.



















Boskie widoki! A ta pizza? Te偶 chc臋 taka!
OdpowiedzUsu艅by-tala.blogspot.com
Widoki owszem osza艂amiaj膮ce, a pizza taka pyszna, 偶e zn贸w mam na ni膮 ochot臋, haha! I nie wykluczone,偶e sama poch艂on臋艂abtm ca艂膮!
Usu艅Te偶 lubi臋 g贸ry, zdecydowanie wygrywaj膮 z morzem :) Pi臋kne zdj臋cia i widoki. No niestety najwi臋ksz膮 wad膮 g贸r jest to, 偶e wi臋kszo艣膰 z nas ma do nich daleko i czeka go kilkugodzinna podr贸偶 poci膮giem, a cz臋sto nawet i ca艂odniowa. Przygody podczas takiej podr贸偶y te偶 cz臋sto "musz膮" by膰, ale zawsze mog膮 by膰 gorsze, wierz mi ;)
OdpowiedzUsu艅Pozdrawiam i dzi臋kuje za odwiedziny mojego bloga :)
Tak, zdecydowanie dla wi臋kszo艣ci, g贸ry wi膮偶膮 si臋 z d艂ug膮 podr贸偶膮, ale my艣l臋, 偶e dla takich widok贸w warto.
Usu艅