Siedzimy na dworcu. Wiatr lekko targa nasze włosy, a promienie słoneczne okala nasze ciała.  Powietrze pachnie początkiem wiosny, niemal czuć już aromat wakacji. Na peron pierwszy wjeżdża pociąg.  Drzwi odsuwają się i z pojazdu wychodzą kolejno ludzie. Nie ma ich wiele, ale jest ta jedna, ważna dla nas osoba. 
Zbliża się w naszym kierunku, a w jej oczach czai się blask radości.  Nie wstajemy, przestajemy patrzeć w jej stronę, udajemy, że nie na nią czekamy. Podchodzi i rzuca słowami w naszą stronę.  Ignorujemy. 
W końcu dajemy sobie spokój i witamy się. 
Wychodzimy z dworca, kierujemy się do auta. Wsiadamy, włączamy płytę i ruszamy w nasze magiczne miejsce. Musimy się nim podzielić z naszym gościem. Okna zostają uchylone, a mocny wietrzyk wlatuje do środka i targa naszymi włosami.  Jest tak przyjemnie.
Po pewnym czasie docieramy na miejsce, w trakcie jazdy towarzyszyła nam rozmowa i w tle piosenki. Wysiadamy z auta, i kierujemy się na naszą plaże.  Milkniemy by wsłuchać się w śpiew ptaków, syczenie pasikoników i innych dźwięków natury. 
Schodzimy lawiną długich schodów w dół, aż docieramy na miejsce. Wpatrujemy się w wodę, w kaczki i łabędzie. Mała przerwa i idziemy dalej. Docieramy na miejsce z łódkami, idziemy na mostek, siadamy na zniszczonych już ławeczkach i chillujemy sobie. Rozmowa się toczy, następuje cisza, w międzyczasie podjadamy żelki i tak miło spędzamy czas, a ja w końcu od dłuższego czasu jestem w pełni szczęśliwa bo mam przy sobie ważne osoby. 
Moglibyśmy tak siedzieć cały dzień, ale po kilku godzinach zbieramy się do domu, bo plany wzywają. 
Rozdzielamy się, jemy obiad i już same, tylko ja i ona jedziemy w inne miejsce. Też na swój sposób piękne.  Rozkładamy koc na pomoście, taplamy się w słońcu i oddajemy się babskiej rozmowie, bo trzeba w końcu obgadać.  I znowu czas mija.  Po kilku godzinach jesteśmy już w komplecie i jedziemy do innego miasta, a w aucie robimy sobie mini koncerty. Wywołujemy nasze zdjęcia i kierujemy się nad wodę.  Siadamy w "parku", rozmawiamy, śmiejemy się i wciąż towarzyszy nas zapach wakacji. Dookoła zwierzęta, ludzie i dzieci. Każdy korzysta z wiosny, każdy się cieszy. Dłuższa chwila w bezruchu, powoduje lekki ziąb na naszych ciałach, więc wracamy do auta. Włączamy "Deszcz na betonie" i jesteśmy spełnieni.  Po drodze dzwonimy by zamówić pizze, odbieramy ją i kierujemy się nad stawek, by w świetle księżyca zrobić sobie piknik i dalej świetnie się bawić...

6 komentarzy:

  1. Wena wróciła! Super post i świetne spotkanie. Czekam na więcej systematycznych postów 🔥 Pozdrawiam ☺️

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do powstania postu potrzebuję i przeżyć i weny, a przez sytuację panującą na świecie ciężko o to pierwsze niestety. Także gdy już coś się wydarzy to chwytam się tego z całych sił i tworzę. Nawet nie zdawałam sobie sprawy jak mi tego brakuję. Cieszę się, że moja notka z dnia przypadła ci do gustu i mam nadzieję, że będzie takich więcej. Pozdrawiam ciepło xoxo😊

      Usuń
  2. Nie ma to jak takie wyjazdy z bliskimi! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! Ja już bzika dostawałam w domu. Ciągle tylko zakazy i zakazy, ale staram się żyć normalnie i w bezpieczny sposób. Mam nadzieję, że jeszcze takich spotkań będzie masa, bo bawiłam się naprawdę cudownie ❤

      Usuń
  3. Mam tak samo ! Za około 2 tygodnie szykuje się mi wyjazd z najbliższymi i mega się cieszę. Nie ma to jak spędzać z ludźmi na którym nam zależy. Nawet po prostu siedząc i słuchając muzyki :D
    Ps Czcionka jest spoko ale czasami ciężko się ją czyta o 2 punkty jakby była większa byłoby idealnie :D
    by-tala.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za radę! Na pewno przetestuję w następnym tego typu poście.
      Życzę Ci udanej zabawy 😊

      Usuń

Zachęcam do zostawienia komentarza! ✌